poniedziałek, 31 stycznia 2011

Uroki Pomorza Zachodniego - Kamień Pomorski

Północno-zachodni kraniec naszego kraju to świetne miejsce do uprawiania żeglarstwa. Połączone akweny Jeziora Dąbskiego i Zalewu Szczecińskiego stwarzają pod tym względem ogromne możliwości. Do tego jeszcze możliwość wyjścia na Zatokę Pomorską. Nic tylko żeglować.
Sam Zalew Szczeciński, laguna przybrzeżna,  to spory zbiornik wodny. W zależności od poziomu wody jego powierzchnia waha się od 666,5 km2 do 687 km2. Natomiast średnia głębokość wynosi ok. 3,8 m. Zarówno po polskiej, jak i niemieckiej stronie znajduje się kilka ciekawych przystani żeglarskich. Jeszcze kilka lat temu sporym problemem była granica państwowa, pilnie strzeżona przez obie strony, mimo że podobno żyliśmy w wielkiej przyjaźni. Pamiętam jak jednego roku szykując się do startu w regatach właśnie w okolicach Nowego Warpna, tuż przy granicy, obserwowaliśmy niezwykłe manewry naszych pograniczników na niewielkiej łodzi patrolowej. Tak jakoś dziwnie się krzątali, że jednemu z nich spadła czapka do wody. Wiadomo, czapka ważna sprawa, my też nie raz gwałtownymi manewrami ratowaliśmy czapki spadające do wody. Ale dzielni pogranicznicy te manewry wykonali aż tak gwałtownie, że jeden z nich wylądował w Zalewie. Wtedy już akcja ratownicza rozkręciła się na dobre i nie było czasu na pilnowanie, czy przypadkiem któryś z tych niesfornych żeglarzy nie przekroczy granicy państwa.
Zalew Szczeciński nie jest wcale takim łatwym i bezstresowym akwenem. Przede wszystkim wynika to z licznym mielizn, które uprzykrzają życie żeglarzom. Często trzeba ściśle trzymać się wyznaczonych torów wodnych aby nie utknąć.  A i wiatry też potrafią tu wiać całkiem przyzwoicie, co w połączeniu z wielkością Zalewu sprawia, że fale też bywają niczego sobie.   
Do moich ulubionych przystani po naszej stronie należą Kamień Pomorski i Nowe Warpno.

Do Kamienia Pomorskiego można podejść od morza, od strony Dziwnowa, lub od południa Dziwną.  Ani jedno, ani drugie podejście nie jest specjalnie komfortowe. Płynąc od północy najpierw trzeba wejść w główki Dziwnowa, co przy silniejszych wiatrach, szczególnie N-W, bywa dosyć ryzykowne. Później trafiamy na most drogowy w Dziwnowie. Kiedy już go nam otworzą kierujemy się na Jezioro Wrzosowskie, gdzie zalecane jest ścisłe trzymanie się farwateru, jeżeli nie chcemy stanąć na mieliźnie. Dziwnów raczej czym prędzej należy minąć, tam zbytnio żeglarzy nie lubią, a to co niby jest przystanią jachtową, pomińmy milczeniem.



Płynąc od południa też nie jest lekko. Płycizny i mosty. Stary most drogowy w Wolinie otwierany jest dwa razy dziennie. Jeżeli się nie załapiecie, to trzeba czekać do następnego dnia, a marina w tym jakże szacownym mieście, jest biedniutka, oj biedniutka. I nawet to, że są tam sympatyczni ludzie nie poprawia zbytnio sytuacji. Kolejne mosty, kolejowy i nowy drogowy, też nie ułatwiają żeglarzom życia, prześwit pod nimi to tylko 12 m. Widziałem ludzi, którzy balastowali na bomie i na topie masztu, by jak najbardziej przechylić jacht i jakoś się pod tymi mostami zmieścić. Ten nowy most drogowy to w pewnym sensie symbol podejścia do żeglarstwa. Z jednej strony nieliczni zapaleńcy robiący co mogą dla rozwoju i popularyzacji żeglarstwa w naszym rejonie a z drugiej mur obojętności i niezrozumienia. Ktoś tam walczy o Zachodniopomorski Szlak Żeglarski, ktoś się stara o rozbudowę tej czy innej mariny, ale wśród decydentów jakoś nie widać poparcia dla działań, które mogły by doprowadzić do tego, że turystyka byłaby jedną z wizytówek naszego województwa.

Kiedy pokonamy różne trudności i wpłyniemy na Zalew Kamieński pojawi się nam panorama Kamienia Pomorskiego, niewielkiego miasta, liczącego niespełna 10000 mieszkańców.. Już sama panorama miasta jest bardzo zachęcająca. A dalej jest jeszcze lepiej. Przytulna przystań, z przesympatycznymi ludźmi. Władze miasta które doceniają pożytki z rozwoju żeglarstwa. Pobyt w Kamieniu w czasie dorocznych Etapowych Regat Turystycznych należą do moich ulubionych. Tu się dba o żeglarzy, a pod koniec 2011 roku ma być jeszcze lepiej, bo na listopad zaplanowane jest ukończenie budowy nowej mariny na 240 miejsc. Oby tylko nieco lepiej chroniła jachty przy silnych zachodnich wiatrach, bo na razie to jest największa bolączka cumowania w Kamieniu.

Kiedy już zacumujemy i sklarujemy jacht warto wybrać się „na miasto”. Najpierw trzeba się posilić, oczywiście smażoną rybą. Ale w tej najbardziej znanej smażalni przy molo. Trzeba pójść za marinę, do rybaków, tam jest prawdziwa smażalnia. To tam jadłem, jak dotychczas, najlepsze smażone ryby na świecie. Uwaga, porcje są dla dorosłych facetów. Jak wiem, że jak człowiek się naje to trudno mu się ruszyć. Ale warto, bo jest co w Kamieniu oglądać, a przy okazji spali się nieco rybki.

Najstarszy ślad dotyczący osady położonej w miejscu obecnego Kamienia, lub tuż obok, znajdziemy na mapie Ptolemeusza z 142-147 r pod nazwą Rugium.  Już w IX wieku istniał tu gród a w X pojawiło się podgrodzie. Tu rezydował pierwszy słowiański historyczny władca Pomorza Zachodniego, Warcisław I. Od 1175 roku mieściło się tu biskupstwo. W 1274 roku miasto uzyskało prawa miejskie. W XIV w Kamień Pomorski przystępuje do Związku Hanzeatyckiego. Miasto przechodziło z rąk do rąk, podobnie jak całe Pomorze. Władze Pruskie usprawniły połączenie Kamienia ze Szczecinem i innymi miastami regionu otwierając w 1842 roku połączenie żeglowne, a w 1892 roku połączenie kolejowe.
Już w 1876 roku odkryto źródła solankowe. Na ich bazie powstało uzdrowisko funkcjonujące do dzisiaj.
W Kamieniu odbywa się co roku jeden z większych festiwali muzyki organowej.  Koncerty odbywają się w katedrze sw. Jana Crzciciela romańsko-gotyckiej bazylice. Znajdują się tam barokowe organy, które  ufundował w 1669 r. ostatni po kądzieli z rodu Gryfitów książę pomorski Ernest Bogusław de Croy i Arechot. Konstruktorem i budowniczym organów był Michał Bergiel ze Szczecina. O wielkości instrumentu świadczą dane: 13 m szerokości, 9 m wysokości i 2660 piszczałek Koszt budowy wyniósł 4000 talarów. Pierwszy koncert odbył się w grudniu 1672 r. W czasie działań wojennych organy poważnie uszkodzono. Wyremontowano je w 1962 r. Przywrócono instrumentowi dawną świetność. Osiągnął ponownie 47 głosów i ma teraz 3300 piszczałek.



Sporo miejsca poświęciłem Kamieniowi, a można by jeszcze co nieco dorzucić. Dlatego do Nowego Warpna pożeglujemy następnym razem.

3 komentarze:

  1. Jest mi niezmiernie miło, że trafiłem na ten blog. Te tereny są dla mnie sentymentalnym wspomnieniem, albowiem od 1985 roku do 1994 pracowałem w Lecznicy dla zwierząt w Międzyzdrojach będąc młodym lekarzem weterynarii. Wyspa Wolin i okolice były dla mnie terenem, na którym obsługiwałem rolników hodujących zwierzęta. W kamieniu Pomorskim miałem tzw, dyżury w godzinach popołudniowych i w okresie świątecznym, bo za komuny pracowało się tylko do 15.00 i wszystkie soboty i niedziele były wolne.
    Pozdrawiam serdecznie i proszę o więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. very nice… i really like your blog…

    OdpowiedzUsuń