niedziela, 23 stycznia 2011

Egina - wyspa tuż przed metą.

Jest taka bogini, nazywa się Afaia, z którą jest cała masa kłopotów. A i ona sama też miała dosyć burzliwe życie. No bo tak, czyją ona właściwie była córką? Najprawdopodobniej Zeusa i Leto. Ale z Zeusem, samie wiecie jak to było. Miał tych dzieci tyle, że trudno ustalić ile ich w końcu było. Gdyby jednak faktycznie była córką tych dwojga, znalazłaby się w zacnym towarzystwie, jej rodzeństwem byliby bowiem Apollo i Artemida. Problem jest też z jej imieniem. Zdaje się, że początkowo występuje pod imieniem Britomartis i hasa sobie po Krecie. Patronuje myśliwym i rybakom. Niektórzy przypisują jej wynalezienie sieci rybackiej.  Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy zwraca na nią uwagę Minos, król Knossos. Piękna dama nie ma zbytniej ochoty na związek ze starym prykiem i ucieka co sił w nogach. Oficjalna wersja mówi, że doprowadzona do ostateczności, aby uwolnić się od zalotów Minosa rzuca się ze skały, by odebrać sobie życie. Ratują ją jednak rybacy wyławiając z morskiej otchłani, a jakże siecią, a paskudny Minos daje za wygraną. Ale coś mi się wydaje, że to była sprytnie ukartowana intryga. Cały ten bajer z uratowaniem przez rybaków, był opowieścią dla plebsu, który kochał Britomartis, i groził rozruchami, gdy coś jej się stało. Także z Minosem, chyba było inaczej. Wcale nie zamierzał rezygnować. Więc piękna Britomartis pozoruje swoją śmierć i znika. Władca Krety nie wie co się stało więc opowiada bajkę o uratowaniu przez rybaków i koniecznym długim odpoczynku po ciężkich przejściach. Tym czasem sprytna nimfa odnajduje się na wyspie Eginie pod przybranym imieniem Afaia. Tam również zyskuje sobie sympatię mieszkańców, którzy najprawdopodobniej czegoś się domyślali i z wdzięczności strzegli tajemnicy o swojej bogini, bo Afaia do dziś dzień pozostała boginią znaną tylko na tej jednej wyspie.
Jak wynika z wykopalisk, już od XIV w p.n.e. było to miejsce kultu. Świątynia poświęcona Afaii została wzniesiona, gdzieś koło VII wieku p.n.e., później był pożar i odbudowa pod koniec VI w p.n.e.. Teraz jest to jedna z atrakcji wyspy Egina. Wyspy położonej blisko Aten, dla tego bardzo chętnie odwiedzanej przez żeglarzy kończących swoje rejsy po Cykladach czy Zatoce Sarońskiej. Najczęściej płyną do miasta o tej samej nazwie co wyspa, czyli Egina. Jest to największe miasto na wyspie. Nawet w latach 1826-1828 było pierwszą stolicą odrodzonej, nowożytnej Grecji. Gdy dopłynęliśmy do portu, z trudem udało nam się znaleźć ostatnie miejsce do zacumowania. Po nas przypłynęło jeszcze parę innych jachtów, z których trzy przytuliliśmy do nas. Wisieliśmy na końcu kei jak kiść winogron.  Niestety mój pobyt w Eginie był na tyle krótki, że zbyt wiele nie mogłem zwiedzić. Trochę pochodziłem po wąskich uliczkach, przyjrzałem się targowi rybnemu i pobiesiadowałem w knajpie. W odpowiedzi na prośbę o domowe wino, kelner przyniósł nam karafki z riciną. Widząc nasze miny po pierwszym zamoczeniu ust, bez słowa, szybciutko przyniósł nam normalne wino.
PERDHIKA
Drugi port na Eginie, który miałem okazję odwiedzić, to Perdhika. Miasto znacznie mniejsze od Eginy, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka sympatyczniejsze, do tego z ładną plażą i bardzo malowniczo położonymi knajpami. W porcie nie obyło się bez emocji. Oczywiście zbyt wielu miejsc co cumowania nie było, ale coś znaleźliśmy. Tyle, że jak już byliśmy przy kei, okazało się, że między naszą łódką a keją jest całkiem pokaźnych rozmiarów głaz. Trzeba było wybrać się na kotwicy, by odsunąć się na bezpieczną odległość. Wtedy wyszło, że trap nie sięga do kei, trzeba było go oprzeć na tym kamulcu i dopiero z niego można było wyskoczyć na brzeg.
w takim miejscu wieczorem można siedzieć bez końca
Trzecie miejsce związane z Eginą, które miałem okazję poznać to kotwicowisko przy Agia Marina. Gorąco polecam, pięknie położona zatoczka. Nie ma tam portu, ale jest on zupełnie niepotrzebny. W zatoczce są też urzekające plaże, wszak jesteśmy w kurorcie.

widok na zatokę od strony Agia Marina
Po zakotwiczeniu, część załogi wpław, część na pontonie, udaliśmy się na stały ląd. Naszym celem świątynia Afaii. Samo południe, światynia na 160-metrowym wzniesieniu, piękna słoneczna pogoda. Ci, którzy do brzegu przepłynęli wpław, błyskawicznie wyschli i równie szybko byli mokrzy od potu. Nie ma jednak odwrotu i warto było. Obiekt naprawdę interesujący. Jedyna grecka świątynia, w której zachowała się druga kondygnacja małych kolumn. A w budynku muzeum klimatyzacja, więc niemal każdy, choćby na chwilę usiadł sobie na zimnej, kamiennej posadzce by to i owo ostudzić. A kiedy już się nieco ochłonie warto się rozejrzeć dookoła, widoki na zatokę i morze są fantastyczne!
Świątynia Afai
Egina to pistacjowa wyspa. Również przy wejściu na teren świątyni Afai znajduje się kiosk, gdzie można je nabyć pod najróżniejszymi postaciami. Przy takiej pogodzie, jaką mieliśmy, zdecydowanie największą popularnością cieszyły się lody, oczywiście pistacjowe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz