piątek, 28 stycznia 2011

Po sezonie


Szukając odrobiny ciszy i spokoju podróżujemy na krańce świat. Płacimy horrendalne pieniądze, znosimy niewygody długich podróży, cierpimy niekończące się katusze odpraw na lotniskach by przez kilka dni cieszyć się tym czego nie mamy na co dzień.
A może, nad morze, i to te „polskie”, tyle, że w listopadzie, grudniu lub styczniu. Nawet w Międzyzdrojach, tak rozwrzeszczanych w lecie, cisza i spokój. Pojedyncze postacie na plaży, mocno opatulone we wszystko co zabrały ze sobą z domu. W mieście większość lokali pozamykana. Z lekka zdewastowane obiekty, które zarabiają tylko w lecie. Gonione przez wiatr śmiecie. Na Promenadzie Gwiazd wspomnienie lat świetności, gdy Międzyzdroje gościły gwiazdy polskiego show biznesu. Przy końcu reprezentacyjnej promenady jeszcze nie całkiem wykończony, monstrualny, betonowy koszmar. Pamiętam wiele lat temu jak ludzie z niedowierzaniem kręcili głowami, gdy powstawał kompleks trzech hoteli na skaju miasta. Kto pozwolił na budowę tego szkaradztwa? Minęło kilkadziesiąt lat, zmienił się ustrój, zmieniły się władze i realia ekonomiczne i mamy kolejny betonowy bunkier wielkości mastodonta. W tym otoczeniu nawet reprezentacyjny hotel Amber Baltic wygląda na nieco podupadły. A wszędzie nastrój smutku i przygnębienia. Hotel, w którym chciałem mieszkać tak wyziębiony, że nie pomogło włączenie dodatkowego podgrzewacza. Trzeba było uciekać, bo nawet w pełnym ubraniu nie można było tam wysiedzieć.
I tylko te kilka knajpek, otwartych jakby na przekór wszystkiemu. Świeżutki dorsz, żaden tam filet „U Rybaka”. Kawałek dalej pyszne ciastko z grzanym winem. Wszędzie cisza i spokój. I tylko szkoda, że to wszystko takie smutne.  

1 komentarz:

  1. Na wiosnę odwiedziłam Hel, a na jesieni Darłówko. Też jest tam podobnie poza sezonem. Smutno i pusto.

    OdpowiedzUsuń