sobota, 22 stycznia 2011

W zaciszu Bożavy


To co nas otacza, jest zdecydowanie, coraz mniej optymistyczne.  Media atakują nas codziennie jazgotem, w którym coraz trudniej odnaleźć jakąś rzeczową informację czy ciekawą wymianę zdań. Politycy, niestety, nie tylko polscy, osiągnęli już tak beznadziejnie niski poziom , że próbując wśród nich dokopać się do, choćby najmniejszych pokładów szlachetności, wpadamy w czarną dziurę. Jak zbudować swój świat, rzeczywistość równoległą, równoległą do tej medialnej, i tej kreowanej przez wielkie międzynarodowe korporacje? Trzeba to zrobić, bo inaczej się zwariuje, albo da się wtłoczyć w plastikową rzeczywistość co jest równoznaczne z obłędem. Na szczęście to nie boli, ale po co w tym tkwić? Lepiej mieć swój świat i żyć po swojemu. 


Jest wiele pięknych miejsc na świcie, gdzie można by normalnie spędzać czas, ale coś nas ciągnie do wirującego szaleństwa, zgiełku, tandety, pośpiechu. Już dawno stwierdzono, że ludzie przeprowadzający się za miasto, jak to się mówi „na wieś”, wcale specjalnie nie zmieniają swojego trybu życia. Oni tylko zmieniają lokum. Ostatnio mówił mi kolega mieszkający za miastem, pod lasem, że już od dawna nie mają czasu cieszyć się z piękna okolicy, w której mieszkają. Do swojego domu przyjeżdżają na noc aby przenocować i bardzo wcześnie rano wracają do miasta, do pracy i tego wszyskiego co się z tym wiąże.
Żeglując po Adriatyku trafiłem do miejscowości Bożava na wyspie Dugi Otok. Raptem ok. 350 mieszkańców, knajpy, sklep, poczta, trochę zabytków (dwie iliryjskie osady, kościół z IX w, mury obronne z XVIII w) i to prawie wszystko. Jest jeszcze kompleks hotelowy „Bożava”, ale stanowi on pewien zgrzyt, niespecjalnie pasuje do otoczenia.  A, zapomniałbym, jest coś, co miejscowi nazywają plażą. Nieźle można się tam poobijać i pociąć, strasznie ostre kamulce, jakby zupełnie nie było trwającej od tysięcy lat obróbki wodnej. Ale jest pięknie.

Spacerując uliczkami Bożavy, wchodząc na wzniesienia, z których można było podziwiać urocze widoki, zastanawiałem się czy byłbym w stanie żyć na co dzień w takim miejscu. Jak bym tam mógł funkcjonować? Czy byłbym w stanie w tym raju się jakoś utrzymać? Czy by mi nie brakowało po pewnym czasie większego miasta? Po jakim? Po tygodniu, po miesiącu, po roku? Trudno powiedzieć. Zupełnie inaczej jest, gdy coś się rozważa teoretycznie, szczególnie gdy jest to tak radykalna zmiana stylu życia, a inaczej gdy wdraża się to już realizuje. Pewnie nigdy nie będzie mi dane sprawdzić jak to jest, ale wizytę w Bożavie gorąco polecam. I koniecznie trzeba wejść na szczyt wzniesienia ponad miastem. Widoki, jakie stamtąd się podziwia, są tego warte.     

1 komentarz:

  1. Ciągle w różnych miejscach mam takie same dylematy...Zapewne w wielu urokliwych miejscach byłoby bardzo trudno żyć.Wiejska chata,kryta strzechą jest urocza w pejzażu,na fotografii,na obrazie-ale mieszkanie w niej na stałe chyba jest bardzo uciążliwe,szczególnie teraz ,mając świadomość warunków,w jakich można żyć...A czas tak szybko upływa i nie ma odwrotu,nie ma powtórki z życia...
    PS:Dziękuję za wizytę na moim blogu i pozostawione miłe słowa...
    Serdeczne pozdrowienia załączam...

    OdpowiedzUsuń