wtorek, 25 stycznia 2011

Reise Fieber

Nie byłem jeszcze w tym roku na nartach i nie mogę się już doczekać, kiedy wreszcie to nastąpi. Niestety przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać. Wspominam więc wyjazdy z poprzednich lat i się rozmarzam. Śmiganie na nartach to jednak wielka frajda. Nawet wypady w nasze góry dostarczają miłych wrażeń i nie są w stanie tego zepsuć różne niedogodności jak chociażby koszmarnie długie stanie w kolejce do wyciągu, wieczne problemy z parkingami, naśnieżanie stoków w ciągu dnia itd., itd. Zjeżdżanie na nartach to jest to.
Jeden z fragmentów Nassfeld Skiarena
Przez kilka lat jeździliśmy na narty do miejscowości Tropolach w Austrii, do ośrodka Nassfeldskiarena. Zabawne jest to, że nassfeld to mokre pole, a tym czasem mieliśmy tam zawsze świetną pogodę. Z resztą, w ogóle polecam to miejsce, jest świetne. Duża ilość tras i wyciągów, połączone kilka dolin, liczne knajpki, po prostu super. Jeden z fragmentów ośrodka leży tuż przy granicy z Włochami, więc na przerwę można tam zjechać i w prawdziwej włoskiej knajpce zjeść prawdziwą włoską pizzę.
Jednego roku postanowiliśmy coś zmienić i pojechaliśmy do Włoch, do Val di Sole, czyli słonecznej doliny. Nigdy wcześniej, ani nigdy, jak dotąd nie mieliśmy takiej kiepskiej pogody w czasie naszych wyjazdów narciarskich. A żeby już nas dobić ostatecznie, w sobotę kiedy już wyjeżdzaliśmy zrobiło się cudownie.
Pożegnalny poranek w Val di Sole
Uwaga! Uwaga! W tym roku znowu wybieramy się do Włoch, tyle że nie do Słonecznej Doliny. Jak będzie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz