środa, 12 stycznia 2011

Klasa

Klasa, klasa, klasa. Wielki wirtualny byt, wielomilionowa społeczność. Od czasu do czasu wyrzucająca z siebie do świata rzeczywistego jakąś małą, wielce radosną grupkę, by wchłonąć ją za chwilę z powrotem. Wiruje wtedy świat, miesza się czas, mieszają wydarzenia. Czasami nie można z tym dojść do ładu, ale nikomu tak na prawdę na tym nie zależy. Znowu jesteśmy młodzi, znowu mamy po kilkanaście lat i cały świat należy do nas.
Klasa? Smutne szare pomieszczenie, w szkole, gdzieś na peryferiach miasta, o której dawno wszyscy już zapomnieli. Odpadający tynk, koszmarne bazgroły na ścianach i farba łuszcząca się na futrynach. Za oknem widać jakieś ogrody działkowe z rozpadającymi się szopami-altankami, w tle komin w zamkniętej na cztery spusty fabryce. Młodych już tu nie ma, starzy ostatkiem sił zmagają się ze swoimi uprawami.
Klasa? Wielki, rozwrzeszczany świat, piękne damy i eleganccy panowie, goniący z obłędem w oczach dziennikarze. Nasza klasa polityczna. Jaka długa kolejka chętnych by tam się dopchać lub choćby się o nią otrzeć. Niewielu się jednak ta sztuka udaje. O, nie! To oni, ci którym się nie udało, przechodzą na drugą stronę ulicy, zbierają się w tłum i krzyczą. Co krzyczą? Posłuchaj dobrze, już słyszysz? "Precz z klasą polityczną, z tymi nierobami! Politycy to durnie! Politycy to złodzieje!" Ale zajrzyj w ich wnętrze, jak oni zazdroszczą tym którzy dotarli na szczyt, jak bardzo by chcieli być na ich miejscu. Im głośniej krzyczą, tym większa zawiść w nich siedzi.
Klasa? Tak, klasa, ale jaka. Może ta, która jeszcze w niektórych jest. W tym zabieganym, szlonym świecie coraz trudniej ją wypatrzyć. Znacznie łatwiej zauważyć jej brak. Braliśmy kiedyś udział w lokalnych regatach. Raptem piętnaście jednostek, klasa otwarta (jeszcze jedna z wielu klas), wszyscy ścigają się ze wszystkimi, ale już przed zawodami wiadomo kto wygra. Ale płyniemy, bo żeglarstwo to przede wszystkim radość z żeglowania, super zabawa. Jednak główny kandydat do trzeciego miejsca mocno spóźnia się na start. Jesteśmy już przy pierwszej boi trójkąta, kiedy mijamy go płynącego na linię statu. Kolega płynie do komisji i pyta się czy może wystartować, na co otrzymuje zgodę. Po minięciu lini startu płynie jakimś dziwnym kursem, czyżby zrezygnował z wyścigu? Widzi to kilku uczestników regat, ale umyka to uwadze komisji regatowej. Facet "dopływa" do mety na czwartej pozycji. Póżniej, na przystani, nie jest w stanie powiedzieć nawet ile tego dnia odbyło się wyścigów, trzy czy cztery. Jak to udowodnić? Są tylko słowa przeciwko słowom. No i jest jeszcze coś, ta KLASA, którą się ma lub nie, i nic się na to nie poradzi.
W światku żeglarskim, krąży taka opowieść, o kapitanie wspaniałego rosyjskiego żaglowca, który nieco wspomagał się w czasie regat dieslem. W pewnym momencie wiatr prawie całkowicie zdechł i tylko ten jeden piękny żaglowiec posuwał się raźno do przodu. Oczywiście posypały się protesty. I w tym przypadku nie było jednoznacznych dowodów. Jako, że żeglarstwo to zajęcie dżentelmenów, zapytano rosyjskiego kapitana wprost: "Czy pan kapitan wspomagał się silnikiem? Oczywiście, że nie!" - odpowiedział kapitan. "Skoro kapitan mówi, że nie używał silników, to znaczy, że tak było." - stwierdził komandor regat i tak zakończył spór.


PS
Przez kolejne dwa lata, nie zapraszano do tego towarzystwa, ani tego kapitana, ani tego żaglowca.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz