poniedziałek, 10 stycznia 2011

Meandry historii.

Właśnie ukończyłem lekturę „Zaginionych królestw” Normana Davisa. Jestem pod dużym wrażeniem i to z kilku powodów.
Po pierwsze dla tego, co przyznaję ze wstydem, do tej pory nie czytałem jeszcze żadnej książki tego autora, choć tak wiele o nim się w naszym kraju mówi. Okazuje się, że pisze o rzeczach ciekawych i w sposób bardzo interesujący.
Po drugie dla tego, że wiele spośród analizowanych przypadków była mi albo zupełnie nie znana, albo w bardzo niewielkim stopniu. A przecież wiele z wątków dotyczy również naszej przeszłości.
Potrzecie, Norman Davis sprowokował mnie do przemyśleń nad tym jak nas nauczano historii, jakimi ludźmi byli moi nauczyciele.
Po czwarte wreszcie, zainspirował  mnie nowymi marzeniami o kolejnych podróżach. To co napisał o królestwie Aragonii nie tylko poszerzyło moją wiedzę historyczną o niezwykłym państwie, ale też sprawiło, że koniecznie muszę kiedyś te miejsca zobaczyć. Natomiast to co napisał o Bizancjum bardzo mnie zainspirowało do dalszego studiowania historii tego kraju, bo tak naprawdę wiem, że powstało, i że upadło, a co tam się działo przez 1000 lat?
Nie jestem do końca pewien, czy mój odbiór książki był zgodny z intencjami autora. On analizował powstawanie i upadek różnych tworów państwowych. Jedne trwały całe wieki, dochodząc do wielkiego rozkwitu, czas istnienia innych mierzy się zaledwie dniami. Jedne i drugie upadały, bo każde „królestwo” stworzone przez ludzi musi kiedyś upaść, taka jest kolej losu. Ale dla mnie jest to książka o kłamstwie, o przeinaczaniu, zamazywaniu i fałszowaniu historii. Władcy, i ci wielcy i ci mniejsi, bardzo wiele wysiłku wkładają w pisanie historii po swojemu. Tak się dzieje od wieków, dzisiaj również.
Szczególnie poruszyła mnie historia Prus, tak bardzo związana z naszą historią, a do tego wyjątkowo obfitująca w oszustwa historyczne. Stąd już niedaleko do mojego ukochanego Szczecina, którego historia obfitowała w różne zwroty. A to długa historia, zaczęła się gdzieś tam w VII-VI w pne w okresie kultury łużyckiej i wiła się szerokimi zakolami. Byli książęta pomorscy, byli polscy władcy, od 1181 roku księstwo wchodziło w skład Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. W XIII wieku Szczecin stał się miastem hanzeatyckim. W 1630 roku miasto zajęli Szwedzi. W 1713 zostało przyłączone do Prus. Tu się urodziła późniejsza caryca Katarzyna II, która odegrała tak nieciekawą rolę w historii Polski. Była też okupacja Francuska w latach 1806-1813.
Dużo się działo w tym naszym mieście. I dopiero teraz rozumiem zachowanie mojej nauczycielki od historii przed maturą, kiedy to kazała mi się przygotować z historii Pomorza Zachodniego, nie podając ani źródeł ani żadnych innych pomocnych informacji, rzucając tylko ogólne hasło. Przygotowałem się jak mogłem, to znaczy jak poprowadziły mnie oficjalne podręczniki, innych nie znałem. Oczywiście na maturze jedno z pytań dotyczyło tego tematu. Jakoś z tego wybrnąłem, ale zacząłem się zastanawiać nad tym jak mnie uczono i właśnie książka Davisa jest w tym wszystkim klamrą.
Jeszcze kilkanaście lat temu mało, który przeciętny mieszkaniec Szczecina słyszał o kimś takim jak Herman Haken (1828-1916). Najpierw burmistrz Kołobrzegu i twórca tamtejszego uzdrowiska, później, od 01.01.1878 do 31.03.1907 roku nadburmistrz Szczecina. Kończąc swoje urzędowanie w obu miastach otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta. I trzeba przyznać, że Szczecin wiele mu zawdzięcza. To był wielki budowniczy, choć zaczął od burzenia. Najpierw trzeba było wyburzyć umocnienia twierdzy Szczecin, które krępowały rozwój miasta. A później się już potoczyło: słynne ronda z gwiaździstym układem ulic, budowa biblioteki publicznej, budowa funkcjonującego i podziwianego do dzisiaj Cmentarza Centralnego, budowa dzielnic peryferyjnych i oczywiście wspaniała wizytówka miasta: Hakenterrase. Dla niewtajemniczonych: Wały Chrobrego. Ten przegląd dokonań nadburmistrza Hakena daje też wyobrażenie co znaczy prawdziwy gospodarz miasta. Co do tego, to od II wojny światowej Szczecin nie miał szczęścia do włodarzy. Ostatnie 20 lat są tego najdobitniejszym dowodem. Może obecny, rozpoczynający drugą kadencję, prezydent przełamie tę nieszczęśliwą serię?
Do tego Szczecin nie miał jakoś specjalnie dobrych notowań u władz centralnych, czego najlepszym dowodem jest przepychanka przy budowie trasy S-3. Trzymam kciuki  za tych co nie rezygnują i walczą. A Rostock zaciera ręce, on już ma połączenie autostradowe z Europą. A wiecie, że Niemcy połączyli Szczecin z Berlinem linią kolejową już w 1843 roku?
Obecne władze próbują promować miasto hasłem Floating Garden. Jakież to pretensjonalne. Ale nasze miasto mogłoby być Pływającymi Ogrodami, ma ku temu wszelkie dane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz