sobota, 23 lipca 2016

52 ERT - Trzebież - Świnoujście




Sobotni poranek budzi się bardzo leniwie i nieśpiesznie. Nawet w sanitariatach nie ma kolejki, choć te w trzebieskim porcie do największych nie należą. Wyraźnie daje się zauważyć, że dla niektórych wieczorne pogawędki przeciągnęły się do białego rana. Zapewne czas im się zatrzymał i dopiero wschodzące Słońce przypomniało im o upływie czasu.
Pogoda zapowiada się pięknie dla plażowiczów wysmażających tłuszcz na nadmorskich plażach. Upalnie, bezchmurnie i bezwietrznie. A może to jest także szansa dla Rudzika?
O 0800 odprawa kapitanów. Słucham z uwagą pani sędziny i zastanawiam się dlaczego ona przedstawia wszystko w taki zawiły sposób. Przecież trasa dzisiejszego etapu jest najprostsza z możliwych. O czym tu mowa? Odpraw kończy się na szczęście dosyć szybko. Teraz przerwa do uroczystego otwarcia, które ma być o 1000.
Tradycyjnie w otwarciu uczestniczą różni oficjele z prezesem OZŻ na czele. Rozpoczynamy od minuty ciszy. Wczoraj znowu kolejny islamski czubek strzelał do bezbronnych ludzi. Tym razem w Monachium. Niestety jesteśmy wobec takich sytuacji bezradni. Na a później już sprawy bieżące. W wystąpieniu pana prezesa Zalewskiego, szczególnie ciekawe były dwa fragmenty. Pierwsza rzecz, to informacja o powołaniu fundacji mającej przywrócić do życia ośrodek żeglarski w Trzebieży. Trzymam kciuki. No a druga sprawa, tak nie do końca wyartykułowana wprost, to sprawa niedogadania organizacji zakończenia regat w naszej najnowszej szczecińskiej marinie. Czyżby chodziło o kasę? Przyglądając się regatom od środka mam wrażenie, że ktoś chce te regaty wykończyć. Z roku na rok coraz większe dziadostwo. Tegorocznym symbolem upadku jest brak regatowych proporców. Wywołało to spore poruszenie, większe niż można by przypuszczać. Bo to niby tylko symbol, ale jakże ważny. To swoisty wyróżnik. „My jesteśmy uczestnikami regat”.



Ruszamy na start. Sędzina ustawia boję rozprowadzającą. Miało być na wiatr aby jachty się trochę rozjechały. W ostatniej chwili przed startem wiatr robi odkrętkę. Do tego jest bardzo słaby. Płyniemy ledwo, ledwo, ale z wiatrem. Niektórzy, mimo niewielkiego dystansu do boi, decydują się stawiać spinakera. Po boi idziemy ostrym bajdewindem. Odchodzimy lekko na wschód. Jednak większość jachtów wybrała hals na zachód. Mniej więcej w połowie dystansu wiatr znowu robi psikusa i mocno odkręca na wschód. Jachty płynące naszym kursem stawiają spinakery. My nie chcemy być gorsi i robimy to samo. Co prawda jest to połówka, ale spinaker ciągnie doskonale. Lecimy do mety. Okazuje się, że zdecydowana większość jachtów jest za nami. Ha, ha, ha a to sobie Rudzik popłynął.
A w Świnoujściu bez zmian. Nikogo tu nic nie interesuje. Nikt nie próbuje pomagać przychodzącym jachtom. Każdy szuka sobie miejsca na własną rękę. A że marina spora to i niezłe zamieszanie z tego jest.


Idziemy na rybkę do Tawerny Żeglarskiej. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się czekać tak długo na zamówione danie. W końcu się przypomniałem obsłudze. Po kolejnych kilkunastu minutach przyszedł kelner, który coś bełkotał o zamieszaniu w kuchni. Tym niemniej żadnego zadośćuczynienia nie uzyskaliśmy. Tawerna Żeglarska? Nie polecam.

W końcu wrócił statek komisji i mogliśmy pójść sprawdzić wyniki. Co za radość! Już dawno nie widzieliśmy Rudzika na 1 miejscu w swojej klasie. Super. W pozostałych klasach pierwsze miejsca zajęli: Sharki – open 1, Bella Trix – open 2, Wyklęty – open 3, Lisica – KWR 1, Bryza 33 – ORC. Zobaczymy jak będzie dalej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz