poniedziałek, 6 maja 2013

ADRSZPASKIE SKALNE MIASTO – CUDOWNA FATAMORGANA



       
       To się nie zdarza. Niemożliwe aby to co jest przed nami było prawdziwe. To fatamorgana. Takie myśli kłębią się w głowie, gdy wędrujemy po Adrszpaskim Skalnym Mieście. Nic więc dziwnego, że nie tylko my mieliśmy taki pomysł, aby tu przyjechać w czasie majówki. Choć parkingi przy wejściu są naprawdę duże, zapelniają się błyskawicznie. Wjeżdża samochód za samochodem, a dziewięćdziesiąt procent z Polski. Dokoła sami rodacy. Przy okazji, to cały kombinat, gdzie zatrudnienie znajduje mnóstwo ludzi.      


       Adršpašské skály, Adrszpaskie Skalne Miasto znajdują się w północno-zachodniej części masywu, w pobliżu wsi Adrszpach. Są to unikalne bloki piaskowcowe powstałe, podobnie jak pasmo Gór Stołowych w wyniku nierównej odporności skał na wietrzenie, które wymodelowała woda, mróz i wiatr.

Wielkie Nochale
Jednolita płyta piaskowca została podzielone licznymi kanionami, dolinami i szczelinami na szereg fragmentów. Całość porośnięta jest lasem z licznymi gatunkami górskiej i podgórskiej fauny i flory. Na terenie Adrszpaskich skał znajdują się dwa górskie jeziorka na różnych poziomach, przez które przepływa rzeka Metuje tworząc dwa wodospady.

Ni z tego, ni z owego
       Przez długie lata wiedza o skalnych miastach, leżących w okolicach Teplic nad Metují i Adrspachu, była stosunkowo niewielka. Okoliczni mieszkańcy szukali w nich schronienia, kiedy czuli się zagrożeni w swych domostwach. Chodząc między niesamowitymi skałami, nietrudno sobie wyobrazić, jakie kryjówki wśród nich można było stworzyć. Dopiero około roku 1700 z sąsiedniego Śląska zaczęli przybywać do Adrszpachu pionierzy turystyki. Najstarszy wizerunek Adršpašskich skál pochodzi z roku 1739. Wiele znaczących postaci historycznych miało okazję podziwiać Skalne Miasto w Adrszpachu i Teplicach. Między innymi królowa pruska Luiza, król polski i elektor saski Fryderyk August, Anton hrabia Szpork z Kuksu, cesarz Józef II, cesarz austriacki Karol I, Johan Wolfgang Goethe no i my.

Potęga natury
       W roku 1824 wśród skał wybuchł wielki pożar lasu trwający kilka tygodni, który zniszczył prawie całą roślinność leśną. Dopiero wówczas skalne labirynty stały się bardziej dostępne, a właściciele tych ziem rozpoczęli budowanie pierwszej sieci szlaków turystycznych w Adrszpachu. Na szczęście śladów po pożarze już nie widać. Cały teren porasta piękna bujna roślinność, zadziwiając często sposobem zaczepienia w skałach. Niekiedy wydaje się, że drzewa wyrastają prosto ze skał.
       Między labiryntami form skalnych przebiega wytyczony i bardzo starannie zagospodarowany szlak, nie wymagający żadnej wprawy przy chodzeniu po górach. Szlak okrężny po Skalnym Mieście ma ok. 3,5 km.  Składa się z wygodnych schodków, poręczy, drabin i miejscami sztucznie wybudowanych chodników i platform. Z całą pewnością, ze wszystkich szlaków w Polsce, Czechach i Słowacji, najbardziej przypomina te niesamowicie wymuskane alpejskie szlaki w Austrii czy Niemczech. Wszystko jest dopracowane, czasami wydaje się nieco przesłodzone. To przesłodzenie w niczym jednak nie przeszkadza, podobnie jak tłumy na szlaku. Natura, tak czy owak się broni swoją wspaniałością. Naturalnie wychodzenia poza tę trasę jest dozwolone wyłącznie dla osób posiadających specjalne zezwolenie (pracowników rezerwatu, naukowców i wspinaczy). Z drugiej jednak strony, można spotkać na szlaku wiele osób chodzący z psami, co w polskich parkach narodowych jest nie do pomyślenia. Można też dostrzec sporo CZECHÓW palących papierosy, mimo totalnego zakazu kurzenia, na terenie całego rezerwatu. Trudno nie zauważyć, że mają Czesi słabość do tytoniu. Jeszcze lepiej to widać w miejscach „nieturystycznych”.


       Wiele skał posiada własną nazwę jak: Głowa cukru, Kochankowie czy Starosta i Starościna, Wieża Elżbiety,Ząb, Komin Cukrowni, Gilotyna itd. Z tymi nazwami, to jednak jest kwestia zupełnie umowna. Każdy widzi to co chce widzieć. Jedną z pierwszych, takich ciekawszych skał, nazwałem „Wielkie Nochale”. Czy miała już wcześniej jakąś nazwę? Nie wiem i nie specjalnie mnie to interesuje, bo próba nadawania własnych nazw jest bardzo dobrą zabawą. Można również ćwiczyć swoją wyobraźnię, starając się odnaleźć kształty opisane nazwami skał. Zaraz po Wielkich Nochalach jest Dzban. 



Jest też specjalnie wybudowana brama, Brama Gotycka,którą polecił wybudować, wraz z siecią chodników, mostków, kładek i schodów, Ludwik Karel Nadherny w 1839 roku. Zdecydowanie najwięcej skał kojarzyło mi się ze słoniami. Chyba nie tylko mi, bo jest nawet takie miejsce, które zostało nazwane „Słoniowy Rynek”. Obszar został objęty ochroną prawną jako rezerwat przyrody. Jest bardzo cenny nie tylko ze względów geologicznych i geomorfologicznych, lecz także pod względem różnorodności fauny i flory. Zidentyfikowano tu 238 pierwotnych gatunków roślin, na przykład rojownik bagnisty, modrzyk górski, wietlica alpejska, fiołek dwukwiatowy.


       Odnoga od głównego, zielonego szlaku, prowadzi do dwóch wodospadów: Malý vodopád (mały) 

i Velký vodopád (wielki),


a nieopodal strome schodki prowadzą do położonego wyżej Jeziorka Adrspasskiego. Wodospady zawsze przyciągają ludzi swoją magią, nie inaczej jest i tutaj. Wrażenia przy oglądaniu Wielkiego Wodospadu potęguje usytuowanie kładki widokowej nad strumieniem, tuż przy wodospadzie. Gdy momentami spada większa porcja wody, uciechy jest co nie miara i większość ludzi wychodzi stamtąd, przynajmniej lekko zmoczona.


       Warto spróbować kilkunastominutowej przejażdżki łodzią-tratwą. Turystyczne pływanie po Jeziorku Adrspaskim rozpoczęło się już w 1857 roku. 



Co prawda widoki są przeciętne, ale obsługa zabawia turystów ciekawą rozmową. Oczywiście podróż obywa się na Tytanicu II i na początku pada pytanie czy wszyscy spisali testamenty. Można dowiedzieć się, że korzeń jednej z nadbrzeżnych sosen rośnie po skale do góry, bo tam jest schowana butelka rumu. Flisak prosi, aby w przypadku katastrofy umiejący pływać skakali na prawo, a nieumiejący na lewo, aby sobie nie przeszkadzali. Łódź dobija do brzegu lewą burtą i pada komenda: panowie wysiadają na lewo, panie na prawo. Flisak opowiada też ciekawostki o jeziorze: jezioro ma głębokość 300 … centymetrów, woda w jeziorze zimą nie zamarza …. Bo jest spuszczana.


       Od rozstaju szlaków, zaczynają się prawdziwe atrakcje skalnego miasta. Droga na szlaku okrężnym biegnie to w górę, to w dół, raz po raz roztaczając przed zwiedzającymi przepiękne widoki. Jedna z mijanych po drodze skał to słynni Milenci (Kochankowie). Po drodze przechodzimy też przez Mysią Dziurę. Niektórzy miłośnicy czeskiego narodowego trunku mogą przez tę szczelinę się nie przecisnąć. I tak dochodzimy do wyjścia. Uff, ależ dawka wrażeń!

Żółw
       Zarówno Skały Adrspaskie jak i Teplickie cieszą się sporą popularnością wśród wspinaczy. Patrząc na te skały ma się wrażenie, że one wręcz zapraszają do wspinaczki. Pierwszej znanej wspinaczki dokonano 21 maja 1923 r. Wspinacze z Saksonii, pod kierunkiem RichardaEichlera, zdobyli skałę, której nadali nazwę Świętojańska. Później nazwę tę zmieniono na Król, ponieważ jest to jedna z największych skał na terenie tego kompleksu.

Starościna
       Było coś dla ducha, pora na coś dla ciała. Pomni nienajlepszych wspomnień z gastronomii przy Teplickich Skałach, nie skorzystaliśmy z oferty lokali przy wejściu do Adrspaskich Skał, tylko zapakowaliśmy się do naszego nieocenionego Tourana i pojechaliśmy do Pecu.
       Pec? Ośrodek narciarski a poza tym … Absolutnie nic ciekawego. Chaotyczna, nieciekawa zabudowa. Żadnych atrakcji na sezon letni. Na szczęście jest kilka restauracji. Wybraliśmy lokal o nazwie Hvezda, mający kilkusetletnie tradycje. Zarówno budynek jak i sam lokal mają sympatyczny klimat tradycyjnego schroniska górskiego. Spośród kilkunastu stolików zajęty był tylko jeden, więc przez chwilę mieliśmy problem z wyborem, gdzie usiąść. Jakoś jednak udało się dokonać wyboru. We wnętrzu najbardziej rzucał się w oczy, nader wielkiej postury, pan obsługujący gości. Poruszał się powoli, wręcz majestatycznie, jak przystało na dżentelmena o takich gabarytach. W mowie oraz okazywaniu jakichkolwiek emocji, wylewny to on raczej nie był. Tym niemniej udało nam się dokonać zamówienia. Najpierw zupa czosnkowa. Zdaje się, że sztukę przyrządzania tej zupy Czesi opanowali bardzo dobrze. Nigdy jeszcze na niej się nie zawiedliśmy, również tym razem. Co do drugich dań to zdecydowaliśmy się na tradycyjną kuchnię czeską. Ponieważ dostaliśmy karty dań w języku polskim, nie sprawdziliśmy już nazw oryginalnych więc spotkała nas mała niespodzianka. To co Czesi nazwali pierogami babci, okazało się haluszkami, czyli rodzajem klusek. Naturalnie były do tego różne dodatki, z wszechobecną kiszoną kapustą na czele. Ja zdecydowałem się na cmundę, taki wielki placek ziemniaczany, na którym była porcja mięsa pokryta paskami boczku i serem, a wszystko to zapiekane. Oba dania smakowały bardzo dobrze. Oba były przykładem, jak fajnie można zrobić proste i stosunkowo tanie danie. I znowu kończyliśmy dzień najedzeni ponad miarę!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz