wtorek, 15 września 2015

REGATY YKP SZCZECIN CUP 2015




       YACHT KLUB POLSKI SZCZECIN zorganizował  regaty YKP SZCZECIN CUP, które to odbyły się w dniach 12-13.09.2015. Po raz drugi w tym sezonie zaokrętowaliśmy się z Markiem na jankowej Marimbie. Była to impreza udana pod wieloma względami.
       Bardzo trafionym pomysłem było zorganizowanie postoju w Lubczynie. Pierwszy wyścig był dosyć długi. Meta ustawiona pod Lubczyną. Start  do niedzielnego wyścigu w tym miejscu gdzie była meta pierwszego. Nikogo więc nie kusiło aby wracać do domu. I bardzo dobrze. Wreszcie można było na spokojnie przyjrzeć się nowej, a właściwie przebudowanej marinie. Co prawda jeszcze nie wszystko jest zrobione, i to nawet dosyć istotne elementy nie są jeszcze gotowe, bosmanka i sanitariaty, ale mimo to marina sprawia bardzo dobre wrażenie. Ludzie po sklarowaniu jachtów sennie snuli się po kejach. Co chwilę spotykało się kogoś znajomego, była sposobność pogadać sobie nigdzie się nie śpiesząc. Organizatorzy zadbali o poczęstunek, więc znaczna część żeglarzy w pewnym momencie przeniosła się na ławki pod parasolami, gdzie przy biesiadnych stołach kontynuowano żeglarskie rozmowy. Wieczorem wystąpił zespół szantowy z „Polic i okolic” jak sami o sobie mówią, czyli Qftry. Mimo że bardzo lubię szanty, a Qftry należą do moich ulubionych kapel, nie dane mi było wysłuchanie ich koncertu w całości. Moi kompani z dzielnej Marimby wezwali mnie na jacht aby wypełnić inne, okrutnie ważne obowiązki.


       Niby regaty znane a jednak jakieś inne. No i faktycznie, YKP SZCZECIN CUP, to regaty powstałe z połączenia dwóch cieszących się długą tradycją i popularnością wyścigów: Regat o Puchar YKP SZCZECIN oraz Regat Oldtimerów EPIFANES TROPHY. Mieliśmy więc na wodzie najróżniejsze pływadła, od rasowych ścigaczy, po piękne klasyczne oldtimery. Było na czym zawiesić oko. A niektóre wyniki były wręcz zastanawiające. Bardzo nowoczesna jednostka Maxi 2 - Hansa 345, nie miała najmniejszych szans nie tylko w konkurencji z poczciwym carterem 30, czyli legendarną Umbriagą, ale nawet z ponad stuletnim Nadirem. Oczywiście nie obyło się bez narzekania na podział na grupy. Zdecydowanie najdziwniejsza i zupełnie niewytłumaczalna sytuacja wytworzyła się w III grupie KWR. No bo jest w niej niewielki, typowo turystyczny Alderan, czyli maxi 68 i rasowa ćwiartka Bluefin II, czyli eygthene 24. W zasadzie, każdy kto chce uciec od konkurencji z poważnymi rywalami, może schować się w III grupie KWR. Wystarczy stosowna deklaracja i już. Nie ukrywam, że my też byliśmy mocno zaskoczeni, gdy po pierwszym wyścigu dowiedzieliśmy się, że w klasie open do 8 metrów, rywalizuje z nami, zdecydowanie najszybszy jacht w całej stawce, Master III – banner 23 racer. Przymierzaliśmy się do rywalizacji z Corsą, Awiorem, Olorem i innymi tego typu jednostkami, a tu masz babo placek. Mogliśmy zapomnieć o walce o pierwsze miejsce. Tym nie mniej, były to dla nas najbardziej udane regaty w tym sezonie. W obu wyścigach w pierwszej dziesiątce, na ponad czterdzieści jachtów i ostatecznie drugie miejsce w klasie, które sprawiło nam wielką radochę. No cóż, nie zazdroszczę organizatorom tej zagwozdki. Postępu nie zatrzymamy, ale chyba jednak jednostki turystyczne powinny ścigać się z turystycznymi, a regatowe z regatowymi, bo żaden współczynnik tych dysproporcji nie wyrówna. Łatwiej przyjąć, że bardziej nowoczesny jacht turystyczny wygrywa ze starszą konstrukcją turystyczną, bo to przejaw naturalnej ewolucji, ale puszczanie w jednym wyścigu bolidu formuły I i małego fiata jest raczej absurdalne.



       No i sędzia. Jurek Kaczor po prostu wie o co w tym wszystkim chodzi. Nie przeszkadza w zabawie. Cierpliwie powtarza wielokrotnie przez radio komunikaty dla uczestników. Nie ma problemu by go o coś zapytać. Bardzo sprawnie radzi sobie z przeliczeniami. Jeżeli żeglarze po zakończonych regatach nie dyskutują z ożywieniem o sędziowaniu, to znaczy, że sędzia spełnił swoje zadanie bardzo dobrze. I oby więcej takich sędziów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz