środa, 3 sierpnia 2016

52 Etapowe Regaty Turystyczne – Zakończenie

Burmistrz Polic Władysław Diakun dekoruje Błękitną Wstęgą kapitana Sharki
       ERT to naprawdę świetna impreza. Po prostu jej formuła jest idealnie dopasowana do potrzeb wielodniowych regat dla amatorów. Pływanie od portu do portu, trochę uciechy ze ścigania i niezwykła atmosfera sprawiają, że te regaty są niepowtarzalne. Dlatego z taką przyjemnością biorę w nich udział. W tym roku obchodziłem mały jubileusz, dziesiąty start w ERT. I jeżeli tylko nic bardzo poważnego nie stanie mi na przeszkodzie to bardzo chętnie wystartuję w nich i w następnych latach.

Kapitan Antidotum Marcin Mrówczyński z załogą.
       ERT powinny być sztandarową imprezą naszego regiony. Jeżeli jednak tak ma być, to zdecydowanie zarząd naszego OZŻ powinien wziąć stery tego przedsięwzięcia w swoje ręce. Ostatnie trzy edycje, niestety z 50 ERT włącznie, pod względem organizacyjnym były słabe. Zaangażowanie gmin, nawet tych przyjaźnie nastawionych znacznie mniejsze niż w poprzednich latach. Słabe, poza finałem, nagłośnienie imprezy w mediach. Co za tym idzie, zapewne, trudniejsze negocjacje z potencjalnymi sponsorami. I dla tego sprawy strategiczne powinni załatwiać ludzie o największej sile przebicia. A z całym szacunkiem do tegorocznych organizatorów, to jednak o wiele więcej byliby zapewne w stanie załatwić pan prezes Zalewski i pan wiceprezes Jagniątkowski. Później, szczegóły mogłyby dogrywać inne osoby, ale to dopiero na etapie realizacji przyjętych ustaleń. W tym roku tych organizatorów, poza ostatnim dniem, po prostu nie było. Stąd mniejsze i większe potknięcia, których symbolicznym zwieńczeniem była ceremonia rozdania nagród i zakończenia regat. Sędzia jest od sędziowania, a nie od sprawdzania programu ceremonii, czy dopilnowania porządku przy wręczaniu nagród.

Andrzej Sokołowski - Orson - zwycięzca KWR II
       A propos ceremonii zakończenia. Jak zwykle stanął na wysokości zadania pan burmistrz Polic Władysław Diakun, który ufundował nagrody za ostatni wyścig, ale też zadbał o upominki dla wszystkich dzieci biorących udział w regatach. Miłym akcentem były też upominki dla czworonogów pływających na jachtach uczestników ERT. Tylko dlaczego ta ceremonia nie może rozpoczynać się choćby o 1000. Ludzie w niedzielę rano aż przebierają nogami aby jak najszybciej wyruszyć w drogę powrotną.

Krzysiek Dąbrowski - jacht Trzeci - drugie miejsce w KWR II
       Regaty w klasie ORC wygrała Bryza 33. Każdy inny wynik byłby niespodzianką. W KWR I toczyła się ciekawa rywalizacja między Antidotum i Lisicą, jednak to ten pierwszy ostatecznie zwyciężył. W KWR II zdecydowanie zwyciężył Orson. W KWR III z kompletem zwycięstw na etapach wygrał Rudzik, co zaskoczyło nawet samą załogę tego jachtu. Największa sensacja to zwycięstwo w Open I Mescalero. Gratulacje. W open II wygrana Bella Trix a w open III Wyklętego.

Radosław Okiński kapitan walecznego Mescalero
       No i 52 ERT odpłynęły do historii. Nie pozostaje nic innego jak tylko mocno ściskać kciuki za następne, 53 ERT, na których, jak mam nadzieję znowu będziemy mogli spotkać się z przyjaciółmi i dobrze się bawić zarówno na wodzie jak i na lądzie.

No i dzielny Rudzik ze swoim kapitanem Markiem Steckiem

sobota, 30 lipca 2016

52 Etapowe Regaty Turystyczne - Dzień ósmy – Stepnica – Trzebież



       Wynurzyłem się z jachtu około 0630 i pierwsze co zwróciło moją uwagę, to prawie brak śladów wczorajszej hucznej imprezy. Jeszcze trochę zapakowanych śmieciami worków, trochę butelek, ale tylko resztki. Ławki, toi-toie, namioty, wszystko wywiezione. Brawo! Tak szybko uporali się z tym kosmicznym pobojowiskiem.
Pierwsze kroki kieruję oczywiście do sanitariatów. Nowa bosmanka-biuro w marinie w Stepnicy jest ładna i nowoczesna, z zewnątrz. Poranny szczyt obnażył jak beznadziejnie jest zaprojektowana pod względem funkcjonalnym. Żadnego pisuaru, tylko dwie ubikacje, z czego jednak przystosowana dla osób niepełnosprawnych, dwa natryski, umywalki tylko w kabinach ubikacji i koniec. Wystarczyło, że przyszło kilka osób, a kabinę dla niepełnosprawnych zajął zgodnie z przeznaczeniem niepełnosprawny i zrobił się zator jak na bramkach autostradowych na A1 na początku słonecznego, letniego weekendu. Jak mawiają starożytni Rosjanie: grande katastrofa. A, i jeszcze taki drobiazg, nie da się napełnić wodą butli pięciolitrowej.


       Na ostatni dzień pani sędzia wymyśliła całkiem ciekawą trasę: start na Roztoce, wykorzystanie ST1 i ST2 jako bramki, boja daleko na północy akwenu, boja na południu akwenu, bramka, meta. Choć zdaje się, że nie wszyscy kapitanowie zrozumieli instrukcję i omijali jak mogli bramkę. Zdaje się, że wśród roztargnionych był nawet Sharki. Wiaterek też całkiem przyjemny. Można się fajnie pościgać. Do tego jeszcze jedno utrudnienie, bardzo nielubiane przez żeglarzy: wodorosty. Roztoka Odrzańska jest niczym bujnie porośnięta łąka górska, bujnie i bogato. To prawdziwa ruletka, kto mniej razy zaliczy kolejne, pojawiające się z każdej strony kępy zielska. Jachty kosiły kapuchę jak kombajn bizon pole pszenicy. Co i rusz ktoś wykonywał wstecza bądź inne efektowne figury by pozbyć się niechcianego urobku. Choć trzeba przyznać, że im bliżej mety, tym bardziej sytuacja się klarowała i ci co mieli być na czele, byli. My żeglując bardzo starannie pracowaliśmy na jak najlepsze miejsce w naszej klasie III KWR.



      Wyniki ogłoszone przez sędzinę mniej więcej potwierdziły to co było widać na wodzie. W ORC etap wygrał Low Budget przed Bryzą 33 i One. W KWR I pierwsza była Lisica, przed Antidotum i Agrado. W KWR II wygrał Orson przed Lively i Trzecim. A w III KWR pierwszy był Rudzik, drugi Hippo dzięki fantastycznemu przelicznikowi a trzecia Dobrawa. Jutro ogłoszenie wyników końcowych.


piątek, 29 lipca 2016

52 Etapowe Regaty Turystyczne - Dzień siódmy – Nowe Warpno – Stepnica



       Podobno żeglarze wody się nie boją. A tu okazuje się, że jednak są tacy co się boją. A szczególnie sędziowie żeglarscy. W zasadzie po porannej odprawie wiedzieliśmy, że wyścig się odbędzie lub nie, na trasie takiej albo innej. Pani sędzia przekładała start ze względu na opady deszczu raz, drugi raz, trzeci raz, aż w końcu odwoła bieg. No cóż niektórzy byli zadowoleni, ale całkiem spora grupa raczej była wkurzona decyzjami pani sędzi. Tym bardziej, że odwoływanie odbywało się za każdym razem z mariny i w zasadzie to nie było przekładanie startu ale przekładanie wypłynięcia z mariny. Czegoś takiego to jeszcze nie było. Tym czasem, gdyby pani Sędzia łaskawie puściła wyścig o zaplanowanej porze, to może i byśmy zmokli nieco na starcie, ale później się wypogodziło. Warunki co prawda nie były idealne, bo momentami wiatr był bardzo cieniuteńki, ale wyścig by został rozegrany. A tak mieliśmy przejście na silnikach do Stepnicy, czyli to co żeglarze lubią najbardziej.

Nowe Warpno

       A w Stepnicy impreza jak zwykle na cztery fajerki. Prawdziwy jarmark odpustowy. Mnóstwo stoisk z jedzeniem, upominkami i różnymi niepotrzebnymi fantami. Zjawił się tłum ludzi z całej gminy. Wszystko odbywa się pod hasłem „Biesiada Rybna”. Był konkurs na danie rybne, w którym brali udział mieszkańcy Stepnicy i okolicy. Nagrody przyznawało jury i publiczność. Niezła zabawa. W ramach Biesiady Rybnej uczestnicy ERT zostali poczęstowani kotletem rybnym z warzywami, smaczny. Najpierw ze sceny przygrywała szantowy zespół Majtki Bosmana. Znaleźli się nawet chętni aby sobie potańczyć przy tych dźwiękach. Po ich koncercie rozdano nagrody w konkursie kulinarnym, co osobiście uczynił pan burmistrz. Później na scenę wkroczył zespół Specyficzni, grający popularne rockowe przeboje.

       Po koncercie Specyficznych nastąpiło …. rozdanie nagród za .. Nie wiadomo co. Puchary były przygotowane, więc trzeba było je rozdać. Dostały je jachty, które zajmowały czołowe lokaty po pięciu wyścigach, więc również i my. Doceniając niezwykłe zaangażowanie władz Stepnicy, bo to w tym roku prawdziwy ewenement, jakoś dziwnie czuję się z tego rodzaju nagrodą. Coś tu jest nie tak.

Stepnica

czwartek, 28 lipca 2016

52 Etapowe Regaty Turystyczne - Dzień szósty Wolin - Nowe Warpno


       Po dniu przerwy w wyścigach wygłodniali żeglarze z zapałem odpalali swoje kataryny i niecierpliwością gnali na linię startu. A ta była wyznaczona na tyle daleko od wolińskiej mariny, że wszelki zapał został skutecznie zgaszony w przedbiegach. Trzeba było naprawdę dobrze się zbierać aby po odprawie o 0800, zdążyć na start o 1000. Po około dwóch godzinach wsłuchiwania się słodkie ćwierkanie silników zameldowaliśmy się w strefie startowej. Niestety inaczej nie można, bo ogromne połacie Zalewu Szczecińskiego od tej strony są tak płytkie, że nawet nasza karinka ocierałaby się brzuchem o dno. Na koniec jeszcze obowiązkowy wstecz, aby oczyścić balast i ster z zielska, którego i tu nie brakuje. Możemy startować.


       Pogoda zapowiadała ciekawą rywalizację od samego początku. Elegancki zachodni wiatr, z odkrętkami to w jedną stronę, to w drugą. A po drodze sieci za sieciami. Jak ustalić trasę pod kontem kierunku wiatru? A jak przewidzieć optymalne podejście do kolejnych sieci? Zalew Szczeciński to na tyle duży akwen, że można na nim równie skutecznie zabłądzić, jak w wielkim lesie.
       Zaraz po starcie jachty rozjechały się we wszystkie możliwe i niemożliwe kierunki. Zapewne część kolegów wyszła z założenia, że skoro Ziemia jest kulą, to nie ma znaczenia, w którą stronę będą płynąć. Początkowo był całkiem rześki wiaterek. Nawet trochę się obawialiśmy, że fala na tyle się rozbuduje, że będzie nam uprzykrzała życie. Jednak wiatr przycichł i to nawet bardzo. Fala znowu zmalała. Nasze tempo spadło, ale przecież dotknęło to również naszych konkurentów. Zeszliśmy jednak za daleko na południe i zaczęło się mieszanie z sieciami. Za dużo zwrotów. Do tego uporczywe poszukiwanie boi granicznej nr 9, nawet gdy już było widać statek komisji. A ten stał koło granicznej 10. W „międzyczasie” znowu pojawił się wiatr. Jakoś w końcu dotarliśmy do mety w pełnej niewiedzy jak naprawdę wypadliśmy. Gdzie się nie spojrzeliśmy były jakieś jachty. Kto był przed nami, kto jest za nami? Nic nie wiadomo, dowiemy się dopiero jak komisja przypłynie do mariny.


       Już po minięciu linii mety dostaliśmy wiadomość telefoniczną od Trzeciego, że znowu mamy zarezerwowane miejsce w marinie. Marina w Nowym Warpnie faktycznie jest bardzo kameralna i jak przypływa kawalkada Etapowych Regat Turystycznych to ciężko jest wszystkich upchać. Zawsze jednak jakoś to się udaje. A sam pobyt w Nowym Warpnie jest bardzo przyjemny. Aktualni dzierżawcy starają się aby z tego co jest wydobyć co najlepsze. Chociaż nie sprawiają wrażenia ludzi szczególnie szczęśliwych z powodu prowadzenia tej mariny, ale starają się aby było sympatycznie. Nawet udzielili specjalnego rabatu dla żeglarzy na piwo. A bigos w ich barze był wyśmienity.


       Podobnie jak w poprzednich marinach ceremonia zakończenia etapu zdecydowanie skromniejsza niż w minionych latach. Choć trzeba przyznać, że na tle innych miescowości, Nowe Warpno wypadło chyba najlepiej. Fajny poczęstunek, konkurs krajoznawczy z nagrodami i puchar ufundowany przez burmistrza dla bezwzględnie najszybszego jachtu na etapie, którym okazało się Antiditum najszybszy jacht w grupie I KWR.
Do sporej niespodzianki doszło ponownie w ORC. Po raz pierwszy wygrał Low Budget, który co prawda jest bardzo szybkim jachtem, ale coś tam chyba jest nie tak z jego prowadzeniem. Drugi był One, a dopiero trzecia Bryza 33. W KWR I za Antidotum było Agrado i Paź I. W KWR II znowu wygrał Orson a Trzeci musiał zadowolić się drugim miejscem. W KWR III Udało się nam jeszcze raz wygrać, tym razem przed Dobrawą. To już piąta wygrana na pięć wyścigów. Pływam na Rudziku od 11 lat, raz nawet udało nam się wygrać całe regaty, ale żeby odnieść tyle zwycięstw etapowych, to tak nie bywało. W open I wygrał Mescalero, pokonując Sharkiego. Spory wyczyn, gratulacje. W Open II wygrał co prawda Fujimo 55, ale tuż z nim była Bella Trix, i to ona może odnieść końcowy sukces, bo Fujimo za pierwszy wyścig miało DNF-a czyli maksymalną ilość punktów. Open III wygrał Res Navalis. Do końca pozostały już tylko dwa wyścigi. Atmosfera się zagęszcza.



środa, 27 lipca 2016

52 Etapowe Regaty Turystyczne - Dzień Piąty Kamień Pom. - Wolin


       Piąty dzień Etapowych Regat Turystycznych, czyli przejście z Kamienia Pom., do
Wolina, to odpoczynek od regat. Jak zwykle zdania są podzielone. Jedni niecierpliwie oczekują każdego kolejnego wyścigu, inni z przyjemnością odpoczywają od rywalizacji. W tym przypadku jednak decydujący głos ma natura. Co prawda Dziwna płynie bardzo szeroko, ale tylko niewielka część nurtu prawie nadaje się do żeglugi. Płycizny i wielkie połacie „kapuchy” sprawiają, że nie jest łatwo pokonać ten dystans. Balasty, skegi, kolumny silników ciągną tony zielska. Trudno więc w takich warunkach rozgrywać regaty. Pozostaje więc podziwianie przez trzy godziny sielskich widoków i delektowanie się zapachem łąk i pól.


       Mosty wolińskie to utrapienie dla żeglarzy. Jeżeli top masztu sięga powyżej 12,5 m nad powierzchnię wody, to niestety musi się wycofać i płynąć przez Bałtyk, Świnę i Zalew Szczeciński. Długa droga. Ale płynący Dziwną mniejszymi jachtami też nie mają lekko z tymi mostami. Stary most drogowy w Wolinie ma prześwit tylko 3 metry więc trzeba grzecznie czekać na jego otwarcie. W dni powszednie ma to miejsce tylko dwa razy dziennie, o godzinie 0900 i o godzinie 1600. Gdy płynie kawalkada jachtów biorąca udział w ERT, bardzo przyjazne żeglarzom władze Wolina zezwalają na dodatkowe otwarcie mostu o godzinie 1400, jak to ma miejsce w weekendy. Są tacy co wstają o 0400 aby spokojnie zdążyć na poranne otwarcie i przy okazji nacieszyć się pięknymi wschodami Słońca, jednak większość raczej celuje w 1400.
       Dotarliśmy do mostu z dwugodzinnym wyprzedzeniem i przez dwie godziny gniliśmy na jachcie w oczekiwaniu na otwarcie mostu. Po takim oczekiwaniu człowiek jest jak wyjęty z pralki. Ale gdy przepłynęliśmy przez otwarty most i zobaczyliśmy znajome jachty przy zapełnionej miejskiej kei od razu odżyliśmy. Na Trzecim dojrzeliśmy „baner” z napisem „dla Rudzika” i uśmiechnięte twarze na zaprzyjaźnionych jachtach. Warto pływać w takich regatach.


       Wolin tradycyjne przywitał żeglarzy bardzo przyjaźnie. Najpierw zostaliśmy poczęstowani pysznym i treściwym żurkiem a później odbyło się spotkanie z vice burmistrzem Wolina. Jak zwykle, mimo że w tym dniu nie było ścigania, gospodarze przygotowali nagrody dla najlepszych jachtów w poszczególnych grupach i upominki dla wszystkich jachtów. Były też ciepłe napoje i przygotowanie ad hoc ogniska, którego wcześniej nie było w planie. Tak ciepłe i entuzjastyczne przyjęcie tak niekomercyjnej imprezy to w tej chwili wielka rzadkość.

Na szczęście jutro wracamy do ścigania. O ile planów nie pokrzyżuje pogoda.


52 Etapowe Regaty Turystyczne -Dzień Czwarty Zalew Kamieński




       Dzień w Kamieniu Pomorskim jest tradycyjnie jednym z przyjemniejszych dni w czasie Etapowych Regat Turystycznych. Bardzo przyjemna i przyjazna marina z przyzwoitym zapleczem. Ciekawy wyścig na Zalewie Kamieńskim. Ładne i interesujące miasto z zabytkami i rybiarnią Zubowicza. Zawsze przyjemna impreza kończąca etap. I dużo wolnego czasu.

Fujimo 55
       Jeszcze niedawno mówiono, że marina w Kamieniu Pomorskim jest zdecydowanie za dużo. Teraz możemy oglądać jak w błyskawicznym tempie się zapełnia. W tym kraju, który podobno jest w ruinie, akurat jachtów, zarówno żaglowych jak i motorowych przybywa w błyskawicznym tempie. Wielu właścicieli zamienia mniejsze jednostki na większe. Powstają nowe mariny, stare się rozbudowują, a miejsc wciąż brakuje.

Accu
       Tyle rzeczy zaprząta głowę żeglarzy, że wcale nie trudno zapomnieć w jakim celu tu przybyliśmy. A przecież w tym wszystkim chodzi przede wszystkim o regaty. No to ruszamy. Pani sędzia zaproponowała interesującą trasę składającą się z dużego trójkąta i śledzia. Dzięki temu mieliśmy okazję żeglowania wszelkimi możliwymi kursami. A że wiaterek był całkiem rześki, zabawa była pierwsza klasa. Doszło co prawda do małego incydentu na starcie z udziałem trzech jachtów, na szczęście bez poważniejszych konsekwencji choć zachowanie jednego z uczestników już po wszystkim raczej nie licowało z towarzyskim charakterem tej imprezy. Na trasie żeglarze również walczyli z pełnym zaangażowaniem. Do tego stopnia, że Andrzej z Dobrawy startując do zrzucania spinakera zrobił to tak dynamicznie, że jego but nie nadążył za nim i po latach owocnej kooperacji ich drogi definitywnie się rozeszły.

Dobrawa
       Oczekiwanie na ogłoszenie wyników tradycyjnie umililiśmy sobie wyprawą do rybiarni Zubowicza. Co prawda żeglarze po zakończeniu pływania najchętniej się rozsiadają lub wręcz kładą, tym niemniej warto podjąć ten niezmierny wysiłek by pokonać te kilkaset metrów i rozkoszować się wyśmienitymi rybami. Na przystawkę zawinszowałem sobie marynowanego łososia z grzankami a jako główne danie okazałą porcję dorsza. Niebo w gębie. Będąc w Kamieniu absolutnie nie można pominąć tego punktu programu.

Gdy wróciliśmy do mariny właśnie kończyły się przygotowania do uroczystości zakończenia etapu. Najpierw drobny poczęstunek, bardzo dobra rybna gulaszowa, przygotowana przez ludzi od … Zubowicza. Później część oficjalna z wręczeniem nagród. Błękitną Wstęgę Zalewu Kamieńskiego zdobył oczywiście jacht Bryza 33. Każde inne rozstrzygnięcie byłoby sporą niespodzianką. Zwycięzcy otrzymali piękną błękitną wstęgę i puchar, tradycyjnie wypełniony lodami. A że na Bryzie 33 pływa sporo młodzieży, więc tym większa uciecha. Oczywiście Bryza 33 wygrała tym razem również w klasie ORC. Tym razem obyło się bez niespodzianki. W kategorii open 1 wygrał Mescalero, w open 2 Fujimo 55, w open 3 Wyklęty, w KWR 1 Lisica, w KWR 2 Orson i w KWR 3 … RUDZIK – to nasze czwarte etapowe zwycięstwo w tym roku. Niewiarygodne. Ale warto też zwrócić uwagę na zwycięstwo Mescalero, gdyż pływające na nim sympatyczne małżeństwo, pływa na nim dopiero pierwszy sezon i nie jest to żadna regatowa maszyna. Gratulacje. Nagrodą za zwycięstwo w poszczególnych klasach był darmowy postój w kamieńskiej marinie do końca roku. Nie wiem czy nasz Rudzik będzie miał okazję skonsumować, choćby w niewielkim stopniu tę nagrodę, ale zawsze to miło wygrać.

Zwycięscy etapu na Zalewie Kamieńskim

wtorek, 26 lipca 2016

52 Etapowe Regaty Turystyczne - Dzień trzeci Świnoujście - Dziwnów.


       Opuszczamy zgiełkliwą marinę w Świnoujściu. Marina w Świnoujściu jest duża i cały czas mocno zapełniona. Można w niej oglądać jachty z banderami z wielu krajów. Wyposażenie sanitarne się poprawiło. Jednak dla mnie atmosfera w marinie przypomina nieco poczekalnię dworcową z dawnych lat. Wolę coś bardziej przytulnego.
Zatoka Pomorska wita nas flautą. Następuje odroczenie startu. Gładziutkie lustro wody, mgła unosząca się nad wodą i zacierająca linię horyzontu i prażące Słońce. Pani sędzia decyduje się na odroczenie startu. Płyniemy przez około godzinę na silnikach w kierunku Dziwnowa. Jedni odpoczywają inni coś tam robią przy jachtach. Ktoś tam wjechał na maszt. Ktoś inny wskoczył do wody. Ot taka sobie leniwa sielanka, na chwilę przerwana przez Sharkiego, którego kapitan wpadł na pomysł podpływania do innych jachtów i polewania konkurencyjnych załóg wodą morską z wiader. Coś mi się zdaje, że nie wszystkim ten pomysł przypadł do gustu. Kapitan Sharkiego konsekwentnie buduje swoją kontrowersyjność.


W końcu pojawiają się na wodzie zmarszczki i czuję na uszach lekkie podmuchy wiatru. Statek komisji się zatrzymuje i jest ustawiana boja startowa. Wieje ze wschodu więc halsujemy. Jedni płyną daleko w morze, inni raczej trzymają się w pobliżu brzegu. Początek wyścigu jest dla nas znakomity. Jesteśmy w ścisłej czołówce stawki. W miarę upływu czasu pojawiają się fale. To sprowadza nas szybko „na ziemię”. Każda, choćby niewielka falka zdecydowanie nas przyhamowuje. Już zapomnieliśmy, jak to jest. W ostatnich dniach pogoda była dla nas wybitnie łaskawa i wody osłonięte, więc Rudzik zapylał jak złoto, a tu bach i tyle. Ale walczyliśmy dzielnie do końca i linię mety minęliśmy przed naszymi grupowymi rywalami. Po zostawało jedynie pytanie o czasy przeliczeniowe. Ale to wyjaśni się wieczorem w czasie oficjalnego zakończenia etapu.


       W Dziwnowie, jak to w Dziwnowie, miejsca przy kejach jest mnóstwo, w styczniu. Ale póki co jest druga połowa lipca. Cumujemy na trzeciego, do Trzeciego. Gospodarze przygotowali poczęstunek w postaci żurku, mocno budżetowego, ale dobrze przyprawionego. Były też puchary i drobne upominki dla trzech pierwszych jachtów w każdej klasie. Pan burmistrze bardzo ciepło przywitał żeglarzy i zachęcał do odwiedzania Dziwnowa. Na razie trochę jeszcze żeglarsko Dziwnowowi brakuje do doskonałości, ale skoro w wystąpieniu pana Burmistrza usłyszeliśmy, że pan Burmistrz zdaje sobie sprawę z niedomagań i chciałby to zmienić, to może w przyszłości faktycznie tak się stanie. Dziwnów to miasto z potencjałem.


       Ogłaszanie wyników to swego rodzaju rutyna. W najważniejszych kategoriach zwykle zwyciężają te same jachty. A tu niespodzianka i bardzo dużego kalibru. W klasie ORC, gdzie etatowym zgarniaczem nagród jest Bryza 33, regatowa super maszyna. Tym razem wygrał ktoś inny, a nie był to Law Budget inna regatowa jednostka, a skromniutki jacht na który nikt nawet nie zwracał uwagi, jacht klasy Dixi 27 - One, który adekwatnie do nazwy prowadzony jest przez samotnika. Ten wynik wywołał sporą uciechę wśród braci żeglarskiej. W innych klasach już takich niespodzianek nie było. W grupie I open wygrał Sharki, w grupie II open Fujimo 55, w grupie III open wyklęty, w grupie I KWR Antidotum, w grupie II KWR Orson i w grupie III KWR... Uwaga! Uwaga! Rudzik!!! Przypłynęliśmy z wystarczająco dużą przewagą aby nikt nas nie przeliczył. To już nasze trzecie kolejne zwycięstwo etapowe w tegorocznych regatach. Niesamowite, już dano oswoiłem się z myślą, że czas zwycięstw Rudzika minął bezpowrotnie. Trochę wynika to z faktu, że w regatach niestety nie bierze udziału Whisky, a jacht którego najbardziej się obawialiśmy Accu po prostu nie został jeszcze opanowany przez właściciela i w rezultacie pływa słabo.

Dziwnów, jako się rzekło, to miasto z potencjałem, ale puki co, to po ceremonii rozdania nagród, zwijamy się i umykamy do Kamienia Pomorskiego, chyba najsympatyczniejszej mariny na szlaku Etapowych Regat Turystycznych.

komisja sędziowska na mecie

Polecany post

SŁOWACKI RAJ DLA STATECZNYCH LUDZI.

1.     CINGOV NA START             Słowacki Raj geograficznie nosi nazwę Krasu Spisko-Gemerskiego, a geomorfologicznie zaliczany je...